piątek, 20 grudnia 2013
Notatka na założenie
Siedzę w domu rodziców i zaczynam pisać kolejnego w życiu bloga. Tym razem z perspektywy przyszłej Panny Młodej z - niestety - aktualną nadwagą. Przez jakiś czas dobrze się czułam w moim wyglądem (bo wcześniej ważyłam jeszcze więcej...), ale teraz nie potrafię patrzeć na siebie w lustrze i się nie krzywić. Zapewnienia Narzeczonego o dozgonnej i szczerej miłości, "taką jaką jestem", są dla mnie tak rozbrajające, że zapadam się jeszcze głębiej w kołdrę mojej tłustej rozpaczy. Resztki rozsądku trzymają mnie z dala od diety na marchewce i jogurcie, którą popełniłam przed studniówką, parę lat temu. Kilogramy wróciły na okazję matury, rzecz jasna w nadwyżce. Dukan mi się znudził, Kopenhaska w grudniu to jakieś nieporozumienie, wskazówki na blogach motylków przypominają natomiast biblię sekciarzy. A ja muszę coś ze sobą zrobić, bo nie zamierzam iść do ślubu jako Panna44. To 44 by mi nie przeszkadzało samo w sobie, jako rozmiar, przeszkadza natomiast stan umysłu, który obecnemu rozmiarowi towarzyszy. Zaczynam panikować i snuć czarne wizje ucieczki od Zobowiązania, bo wstyd być pączkiem w towarzystwie szparaga. Może terapia blogerska wspomoże i przyspieszy proces. Zobaczymy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz